Muzyka

piątek, 28 grudnia 2012

Zaskoczenia

Obudziło mnie matowe światło kolejnego pochmurnego i mroźnego dnia. Jeszcze półprzytomna mrużyłam oczy dopóki obraz przestał być rozmazany. Uniosłam się z głośnym westchnieniem z łóżka i rozglądnęłam dookoła. Za oknem ziemia pokryta była białym puchem a z nieba pruszył śnieg.
I jak co roku zima znowu mnie zaskoczyła.  Nawet nie zwróciłam uwagi jak ten czas szybko mija. 
Sięgnęłam po telefon leżący na szafce nocnej i spojrzałam na wyświetlacz.

" Nieodebrana Wiadomość od Kaśka "
Byłabyś chętna może na zimowe zakupy ? :) Spójrz za okno. 

Tak.. Cała Kaśka. Każda wymówka jest odpowiednia by iść na zakupy. W sumie ma rację, ciepła ubranie na zimę to podstawa.
  "Ok" - Odpisałam i wstałam przeciągając sie jeszcze.
Zrobiłam sobie cappuccino i wykonałam poranną toaletę. Zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy. Wróciłam do pokoju zastanawiając się co mam ubrać. Wzięłam szare dresy i morskiego koloru sweterek z długim rękawem. Telefon włożyłam do kieszeni i zarzuciłam na siebie jedyną kurtkę jaką miałam.
Brr.. burknęłam pod nosem kiedy otworzyłam drzwi wyjściowe. Pomimo, że zimno przeszywało moje ciało to mój ogród wyglądał przepięknie. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie zakładając na uszy słuchawki.
Ulicami poruszało się setki samochodów, każdy człowiek żył swoim życiem a miasteczko aż dudniło od zamieszania. Każdy się gdzieś spieszył i miał coś do załatwienia. Nie często zastanawiałam się o czym myślą ci ludzie, ale kiedy wyobraziłam sobie siebie, która słyszy myśli wszystkich osób znajdujących się w moim pobliżu to odechciało mi się już czytać w myślach.
Nie darzyłam zimy specjalną sympatią, wręcz nie przepadałam za nią. Zimno i mróz...
Wcisnęłam sie w tłumy ludzi na targu by zerknąć na stoisko z czapkami i szalikami. Poprosiłam o przymierzenie jednej i spojrzałam w lustro. W odbiciu zauważyłam Kaśke.
-Hej hej! - zapiszczała mi do ucha co wywołało u mnie szeroki uśmiech. - Ta czapka jest fajna. - stwierdziła przyglądając sie jej z każdej strony. Uśmiechała się jak nigdy dotąd. Od razu poczułam, że coś się święci.
- Poproszę tą czapkę i tamten szalik. - Oznajmiłam wskazując na zawieszony czerwony szal. Zapłaciłam po czym wycofałam sie z tłumu.
- Chodź, chodź. - popędziła mnie towarzyszka ciągnąc jednocześnie za rękaw. - Po zakupach mam dla Ciebie niespodziankę. - oznajmiła nadal rozpromieniona. Nie pytałam co to będzie za niespodzianka, bo znając ją już doskonale byłam pewna, że nie piśnie słowem.
Wiał zimny wiatr który sprawiał że śnieżynki aż tańczyły w powietrzu. Choć nigdy nie zwracałam uwagi na takie szczegóły to od jakiegoś czasu zauważyłam, że sie zmieniłam. Zaczęłam bardziej przywiązywać wagę do tych mniej istotnych rzeczy, zrobiłam się nieco spokojniejsza choć i tak w środku jestem tym samym człowiekiem.
Kiedy Kaśka opowiadała mi coś zawzięcie, ja mało się temu przysłuchiwałam. Moim uszom dotarł dźwięk, który był mi już dobrze znany. Oglądnęłam się za siebie i zobaczyłam Kamila. Przyjechał motocyklem pod bar i próbował przecisnąć się przez sznur samochodów stojących w korku.
Uśmiechnęłam się sama do siebie jednak po chwili byłam wściekła. Po co ja zwracam na niego uwagę?!

- Dobra, wszystko załatwione. Już wszystko kupiłam, więc nalezy mi się niespodzianka. - podsumowałam i czekałam na reakcję dziewczyny. - No co?! Mówiłaś, że masz dla mnie niespodziankę. - przypomniałam.
- Okej, chodź. - ucięła krótko i ruszyła w jakąś ciemną i wąską uliczkę. Takie miejsca zawsze kojarzyły mi się ze starymi polskimi blokami pełnymi pijaków, ćpunów i zboków. Wyglądało to strasznie ale jakoś nie bałam się iść dalej wgłąb tej szarej rzeczywistości.
Dziewczyna oparła się o ścianę i ściągnęła z ramienia torebkę, która wydawała się być ciężką. Rozglądnęła się dookoła i sięgnęła ręką do środka. Bez słowa wyciągnęła do mnie rękę na której były prochy.
- Co ty odwalasz!? - wrzasnęłam patrząc na nią. Była lekko uśmiechnięta i nie zwracała uwagi na to co do niej mówię. - Skąd to masz do cholery?!
- Od mojego chłopaka.
- A od kiedy ty masz chłopaka, co ?! Co sie z tobą dzieje! Nie poznaje cie!
- Uspokój sie .. - uciszała mnie oglądając się dookoła czy nikogo nie ma w pobliżu. - Będzie fajnie. - dodała zachęcając.
- Dziewczyno, lepiej zastanów sie w co sie pakujesz! Poznałaś jakiegoś skurwiela, który naćpa cię, wywiezie gdzieś, wyrucha i zostawi w jakiejś stodole!
- Jakiś problem dziewczyny?! - krzyknął zdenerwowany facet stojący na balkonie z pierwszego piętra jednego z kilku budynków znajdujących sie w tej kamienicy.
- Nie. - odparłam po czym szarpnęłam ją za sobą.
- Zostaw mnie w spokoju! Nie będziesz mi mówić co mam robić, żyje swoim życiem. I nie warz się oskarżać mojego chłopaka, bo wiele więcej dla mnie zrobił niż ty.. święta krowo. Myślisz, że to była przyjaźń? Dla mnie to było jedno wielkie gówno, ty z nikim nie potrafisz się dogadać. Jesteś zwyczajną egoistką, która ma pojebane w głowie. - krzyczała stojąc na wprost mnie.
Nie mogłam dłużej na nią patrzeć, zapłakana pobiegłam do parku który był w pobliżu. Musiałam pobyć sama. Nawet nie zwracałam uwagi na przechodniów na których wpadłam. Usiadłam na ławce w parku, pochyliłam głowę do kolan i płakałam.

                                                         *    Po chwili    *
Zorientowałam się że ktoś usiadł obok mnie na ławce. Uniosłam twarz i zerknęłam w tamtą stronę. To była jakaś starsza pani. Miała siwe włosy, ubrana była w długą, czarną po kostki spódnicę i beżowy płaszcz a w ręce trzymała laskę.
- Pomóc w czymś pani? - wyjąkałam jeszcze szlochając. Przypomniałam sobie, że rano zrobiłam makijaż, więc otarłam szybko rękawem rozmazany tusz z policzka.
- Mnie nie trzeba pomocy, złotko. Ale widze.. - zaczęła po czym nabrała głębokiego oddechu. Widocznie każdy ruch ją męczył. - widzę że ty w nie najlepszym stanie. - odparła po czym spojrzała na mnie. Odwróciłam głowę w drugą stronę, by nie widziała mojej zapłakanej twarzy.
- Coś mi podpowiada.. że powinnaś dać sobie na jakiś czas spokój z tą osobą która doprowadziła cię do tego stanu.
- Wtedy zostanę sama. - chrząknęłam.
- Nawet nie zauważasz tego, że wokół Ciebie jest osoba, której warto zaufać. - westchnęła po czym opadła na oparcie ławeczki.
- A niby skąd pani może to wiedzieć?! Nic pani o mnie nie wie! - wycedziłam chamskim tonem.
- Każdy ma taką osobę. Nie tylko ty. - stwierdziła i uniosła się ociężale z ławki. - Życzę powodzenia. - dokończyła obdarzając mnie ciepłym uśmiechem i ruszyła przed siebie.
Przez chwilę siedziałam jeszcze w takiej pozycji przyglądając się oddalającej się staruszce po czym wstałam i postanowiłam wrócić do domu.

Droga dłużyła mi sie w nieskończoność choć miałam do domu ledwie kilometr. Starałam się nie myśleć o tym co wydarzyło się w kamienicy, jednak nie mogłam zapomnieć o nietypowych słowach starszej pani.
Kiedy byłam już pareset metrów od domu zauważyłam, że stoi pod nim samochód. Przyspieszyłam kroku, ponieważ byłam ciekawa kto to jest.
Osoba siedząca w aucie to Kamil. Czego on tu szukał?!
Zapukałam w szybę a chłopak uniósł twarz znad i phone'a i uśmiechnął się promiennie. Otworzyłam drzwi audi i wsiadłam do środka.
- Heej. - przywitał mnie obejmując tyle na ile pozwalała mu kierownica i skrzynia biegów.
- Co cię do mnie przywiało? - wycedziłam.
- Tak wpadłem. A co ?! Ja sobie nie wpadne?! - zażartował cytując słowa Maliny.
- No to chodź do środka. Zaparzę kawe. - zaproponowałam i przybrałam przekonującego spojrzenia.
- Okej. - rzucił chłopak wyłączając radio, na które nawet nie zwróciłam uwagi.
Weszliśmy do domu a ja zrobiłam kawę. Kładąc dwie filiżanki na stoliku w salonie zapytałam :
- Długo tak czekałeś?
- Nie dłużej niż 15 minut. - odpowiedział po czym zapytał. - Wszystko ok ? Bo jakoś przybita jesteś.
- Niee - zaprzeczyłam starając się przybrać przekonywujący ton, choć raczej mi się nie udało. - Oglądniemy coś? - wycedziłam z innej beczki.
- Spoko. - zgodził się chłopak i sięgnął po pilot do telewizora.
- No chyba nie chcesz oglądać telenoweli na tym gracie. - zachichotałam kiedy zobaczyłam jego minę. - Chodź na laptopa. - popędziłam.
- Ładnie tu masz, zrobiłaś małe przemeblowanie? - zaskoczył mnie pytaniem.
- Tak, aż tak to widać? Byłeś w moim pokoju tylko raz. - stwierdziłam unosząc jedną brew.
- Dwa razy. - poprawił mnie intensywnie rozglądając sie po pokoju.
- Tak, ale było ciemno i nic nie było widać. Z resztą... - zaczęłam po czym zwinnym ruchem schowałam pamiętnik między kilkadziesiąt ksiąg. - czy to istotne.. ?
- Kto jest na tym zdjęciu? - zapytał wskazując na fotografię wiszącą na ścianie wśród wielu innych. Lubiłam patrzeć na zdjęcia i wspominać dawne czasy.
- Ciocia. Zginęła w wypadku samochodowym trzy lata temu.
- Przykro mi. - wymamrotał przygnębionym tonem.
- To co oglądamy? - to pytanie z moich ust zabrzmiało jak wrzask.
Chłopak rozgościł się na moim łóżku, ściągając bluzę i czekając aż zrobie to samo. Położyłam laptopa na stoliku nocnym strącając jednocześnie książkę która na nim leżała ale już nie wysilałam się by ją podnieść.
Kamil położył się na lewym boku twarzą w stronę ekranu robiąc mi miejsce przed nim.
- No kładź sie! -zachęcił a ja zaczęłam się śmiać.
Zajęłam miejsce obok mojego kolegi i włączyłam laptopa.
- Może trzy metry nad niebem? - zaproponowałam nieco wstydliwie. Spodziewałam się, że on nie cierpi oglądać takich filmów.
- Oglądałem hiszpańską wersje. - odparł.
- Włoska jest lepsza, jeśli masz jakiś fajniejszy pomysł to mów.
- No spoko, co ty taka spięta? - zapytał po czym zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się i prosiłam żeby przestał. - No to znam już twój słaby punkt - brzuch. - wygarnął po czym uśmiechnął się szyderczo.
W czasie filmu co chwilę zaczynał mnie łaskotać po brzuchu i stopach. Aż zwijałam sie ze śmiechu. Gdyby nie to zapewne usnelibyśmy z nudów.
- Masz ochotę na loda? - zapytałam po długim namyśleniu kiedy film sprawiał już, że powieki stawały sie coraz cięższe..
- Yyyy..

Po chwili kiedy zajadaliśmy się już zimnymi czekoladowymi lodami z zamrażalnika chłopak stwierdził, że musi się już zbierać. W jednej chwili posmutniałam.
- Ale jeśli chcesz to wpadne po ciebie wieczorkiem i pojedziemy do mnie. - dodał bez zastanowienia. Zgodziłam się i odprowadziłam go do drzwi.
- Dzięki za interesujący seans filmowy. - powiedział z lekką ironią i wybuchnął śmiechem kiedy posłałam mu znaczące spojrzenie. - Nie no serio, fajnie było. To przyjade około 17 - dokończył i pocałował lekko w policzek. Zrobiło mi sie trochę gorąco ale nie dałam tego po sobie poznać. Pożegnałam go krótkim " do zobaczenia " i zamknęłam za sobą drzwi.

                                                            *      O  16. 30       *
Sprzątnęłam troche w domu, ponieważ nie chciałam żeby rodzice złapali sie za głowię jak jutro przyjadą. Teraz postanowiłam wziąć szybki prysznic, zrobić lekki makijaż i się ubrać.
Z szafy wyciągnęłam spodniebluzkę i buty na koturnie.
Usłyszałam silnik podjeżdżającego pod dom pojazdu. A jednak... Przyjechał motocyklem. - pomyślałam zakłądając kurtkę zimową i czapkę z szalikiem.
Telefon włożyłam do kieszeni i ostatni raz zerknęłam w lustro.

Bez słowa założyłam kask na głowę i usiadłam na motocyklu mocno obejmując kierowcę.
                                                           *      Na miejscu    *
Dom Kamila był to oddalony od drogi głównej budynek do którego trzeba było dojechać asfaltową, leśną drogą. Pomijając fakt że było już dość ciemno widać było jak pięknie wyglądają po obu stronach drogi drzewa pokryte śniegiem.
Ogród był oświetlony i wyglądał przepięknie. Zsiadłam z motocykla i zaczekałam aż chłopak zaparkuje go w garażu.
- Zapraszam na swoje pałace. - otworzył uprzejmie drzwi.
Dom w środku również prezentował się cudownie. Odniosłam wrażenie że znajduje sie w nim setki lampek, świateł i żyrandoli.
- Rodziców nie ma? - zapytałam nieco niegrzecznie.
- Wyjechali na weekend w Bieszczady. A czemu pytasz? - ciągnął dalej dociekliwie. Uniosłam ramiona co miało oznaczać " nie wiem "
- Totalnie nie mam pomysłu co będziemy mogli robić, ale zawsze raźniej we dwójkę, bo podejrzewam że też byś nudziła się sama w domu.
- W sumie to masz racje. - odparłam rozglądając sie dokładnie tak samo jak on robił to w moim pokoju. Z tym, że różnicą są nasze domu. W porównaniu do tej willi ja mieszkam w ruderze.
- Napijesz się czegoś? - zapytał kierując sie w stronę lodówki.
- Zależy co proponujesz. - powiedziałam uśmiechając sie cwanie.
- Mam piwko albo białe wino.
- Nie lubię piwa. - poinformowałam.
Towarzysz wziął w rękę butelkę wina i dwie lampki. Usiedliśmy w salonie na ogromnej kanapie i zaczęliśmy rozmawiać.
                                                        *   Po jakimś czasie    *
1, 2, 3, 4, .. - 14, 15 !  SZUKAM! - usłyszałam okrzyk z sąsiedniego pokoju.
- Mam Cię ! - wrzasnął otwierając szafę. - Teraz ty szukasz!
- 1, 2, 3, .. - 15! SZUKAM! - krzyknęłam po czym pierwsze co otworzyłam drzwi do łazienki. Pusto - pomyślałam. Weszłam do graciarni. Gdzie on jest?! Moim następnym celem był pokój na końcu korytarza w którym jeszcze nie byłam. Uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam go leżącego bez podkoszulki na ogromnym łożu. Stanęłam jak wryta. Mroził mnie spojrzeniem od góry do dołu milcząc przy tym. Podeszłam do łóżka bliżej i usiadłam na nim na czworaka. On podciągnął się wyżej by zrobić mi miejsce.
- Nikt nam nie przeszkodzi?
- Nikt.
                                                CZĘŚĆ DALSZA DLA CHĘTNYCH ! 
Zdarłam z niego spodnie i rzuciłam gdzieś na podłogę. On ściągnął ze mnie spodnie i bluzkę. Zostaliśmy w samej bieliźnie.
- Jak lubisz? - zapytał już lekko podniecony moimi szybkimi i zwinnymi ruchami.
- Ostrrro. - odparłam po czym chwyciłam za jego skarb przez bokserki.
Wziął mnie niedelikatnie i położył na plecach. Sprawił że obydwoje byliśmy już nadzy.
I nagle poczułam jakby jakiś demon we mnie wszedł. Nie wiedziałam czy sprawia mi to przyjemność czy ból ale po chwili nieświadomie zaczęłam jęczeć i sapać po czym zorientowałam się, że doprowadził mnie do orgazmu.
- Jeszcze chwile i będziesz mamuuuuuusią ! - wysapał chłopak śmiejąc sie.
- No nie dochodź we mnie! - wrzasnęłam spinając wszystkie mięśnie.
- Żartowałem.. To dopiero początek. - pocieszył po czym kazał mi sie wyluzować.


*********************************************************
Sory za taką przerwe bo nie pisałam ponad 3 tygodnie. :(
Mamy dzisiaj 28 grudnia. Karolyno! Chciałabym życzyć Ci kasy jak lodu, chłopaka ( skejta oczywiście ) który dogodzi Ci we Wszystkim :) Jak najszybszego ukończenia 18 lat i spieprzenia z domu :)
Nie no.. co ja tu pierdole. Chyba życzenie " Spełnienia Najskrytszych Marzeń  " da Ci wszystko co sobie tam w tym móżdżku wymarzyłaś. Dziękuję, że jesteś i że czytasz moje brednie :) :****** ! <3 <3
A oto moje prezenty, które ci kupiłam --> I  , II  , III i IV :)



środa, 5 grudnia 2012

Na jednym kole..

Wpadłam do łazienki i spojrzałam na siebie w lustro. Rozczochrane włosy, zlany tusz i oczywiście jeszcze większe podkowy pod oczami niż na co dzień. Dałabym wszystko by zniknęły i nie wróciły. Szybko się odświeżyłam i spojrzałam na zegarek w telefonie, który za chwilę miał się rozładować. 6:45. Może jeszcze zdążę na autobus...
- Heeej ! - przywitała mnie przyjaciółka zajmująca siedzenie obok. Powiedziałabym, że wszystko jest po staremu ale raczej w świeższej wersji. Ciałem byłam w autobusie a duchem w chatce w której spędziłam noc. Po długich namyśleniach stwierdziłam że mogłabym tak co noc.
Siedem godzin w szkole minęło szybko pomijając fakt, że on się nie zjawił. Pogoda z dnia na dzień była gorsza. Jesień mija a zima zbliża się wielkimi krokami. Wiatr kiwał drzewami które otaczały mnie prawie z każdej strony kiedy podążałam samotnie ku domowi. Kiedy nuciłam cicho pod nosem nutkę Maliny -  https://www.youtube.com/watch?v=DD2BfNV_qf8 poczułam, że deszcz wilży moje włosy. Resztę drogi przebiegłam i o mało nie rzuciłam się na klamkę.
- Jak było w szkole? - zapytała mama kiedy jadłam obiad i czytałam gazetę.
- Nieźle a czemu pytasz? - odparłam po czym usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama uniosła się z krzesła i ruszyła ku drzwiom. Nagle zza pleców usłyszałam znajomy męski głos. Lekko zaskoczona zaprosiła gościa do domu.
- Hej Marcel. - odparł chłopak stojący nade mną. To było moje nocne widmo, które nie zjawiło się dziś w szkole. Na chwilę przytkało mnie i nie mogłam wydusić słowa kiedy zobaczyłam moją mamę a obok niej Kamila. To wyglądało tak nadzwyczajnie! - Przyszedłem po płytę, którą ci jakiś czas temu pożyczyłem. Kumpel domaga się jej od kilku dni. - odparł po czym na jego twarzy pojawił się ten dobrze znany mi uśmiech. Dobrze wiedziałam, że coś knuje. Mama na chwilę odwróciła się tyłem a ja posłałam mu znaczące spojrzenie..
- Aaaa.. Jasne, na śmierć zapomniałam! Chodź. .. - zaproponowałam idąc w stronę schodów na górę. Słyszałam jak cicho chichotał pod nosem ale zignorowałam to.
- Jak ja cię dawno nie widziałem! - westchnął chłopak i objął mocno. Od czasu kiedy pojawił się w moim domu nie czułam nic innego jak zdziwienie i szok.
- Co ci jest? - spytałam zaczynając się śmiać. - I przepraszam ale jakoś nie kojarzę żadnej płyty. - odparłam i przybrałam podobny uśmiech do mojego towarzysza.
- Pojedź dziś ze mną na wyścigi. - zaproponował chłopak przybierając ton szeptu.
- Odbiło ci?! - fuknęłam na niego zbulwersowana. - Mówiłam już, że mam szlaban. - przypomniałam a na samą myśl o tym miałam ochotę zwyklinać cały świat.
- Spróbujesz się jakoś wyrwać, powiedz że idziesz do Kaśki pouczyć się na jutrzejszą klasówkę. - przemyślałam tą opcje i kiwnęłam lekko głową.
- Podjadę motocyklem pod przystanek za rogiem i będę tam czekać. Jeśli nie zjawisz się do 17 wracam do domu. - chłopak przedstawił krótko plan ze skupionym wyrazem twarzy. Z jakiegoś powodu wyglądał na lekko zakłopotanego lecz pomimo tego obdarzył mnie uśmiechem. Różnił się zasadniczo od tego uśmiechu który widziałam tamtej nocy, ten pełnił funkcję maski osłonnej, która kryła jakąś tajemnicę. Chłopak otworzył drzwi i samodzielnie odprowadził się pod drzwi.
- Dzięki za płytę. - rzekłam po czym puściłam mu oczko. Zamknął za sobą drzwi a po mojej głowie krążyły przeróżne myśli. " Klasówka z fizyki ", "Konkurs z anglika ", " Wspólny referat z biologii" Kućfa ! Co jej wcisnąć !?
- Kto to był? - otrząsnęła mnie mama. Dzięki niej zorientowałam się, że stoję przy schodach i mamroczę coś pod nosem.
- Kolega.. - jęknęłam i ciągnęłam dalej - Mamo, na jutro mam napisać z Kaśką referat z biologii i od tego raczej będzie zależeć moja ocena na koniec semestru, mogłabym do niej wpaść?
- No jeśli musisz.. Ale pada deszcz, podwiozę cie. - Życzliwość mojej mamy niekiedy doprowadzała mnie do szału.
- Chcę się przejść, mało jestem na świeżym powietrzu. - ucięłam i prędko poszłam do mojego pokoju. Dopiero teraz uświadomiłam sobie gdzie i po co jadę. Wyścigi?! WTF.
Z szafy wyciągnęłam białą bokserkę i szare dresy. Spojrzałam na zegarek. 16:45. No za Chiny nie zdążę!- pomyślałam po czym usłyszałam telefon. Z nadzieją spojrzałam na wyświetlacz KAŚKA. Westchnęłam głośno i odebrałam telefon.
- No słucham. - odparłam mało zainteresowana sznurując buty.
- No hej! Marcel ! - wrzasnęła mi do ucha dziewczyna. Już miałam zwrócić jej uwagę ale wyprzedziła mnie zdaniem: Chciałam cię tylko uprzedzić żebyś uważała.
- O co ci chodzi? - warknęłam zdenerwowana. Gonił mnie czas a ona dzwoniła do mnie z takimi tekstami. - Po prostu! Uważaj na różnych typów. - doradziła delikatnie owijając w bawełnę.
- Sory Kaśka ale śpieszę się. - podsumowałam po czym przypomniałam sobie o najważniejszym - Aaa ! Weź mnie kryj, że jestem u ciebie do wieczora i robimy referat, zrobisz to dla mnie?
- Pod warunkiem, że będziesz ostrożna. - drążyła dalej dziewczyna.
- Dobra ! - wrzasnęłam i ucięłam krótkim " Dzięki " . Spojrzałam na zegarek. 16:52. Chwyciłam szalik i owinęłam go wokół szyi. Teraz pozostała mi nadzieja, że zdążę dotrzeć tam na czas, bo oczywiście Iwan nie wziął mojego numeru!
Pogoda praktycznie się nie zmieniła tylko przestał padać deszcz. Biegłam skrótem prowadzącym przez polną ścieżkę. Krople spadające z drzew wilżyły moją twarz i włosy a wiatr sprawiał, że chłód przeszywało moje ciało. Zza drzew wyłoniło się jasne światło a moich uszu dotarł warkot motocykla. Kierowca siedział w kasku i oglądał się we wszystkie strony jednak nie zauważył mnie jeszcze. W głębi duszy dziękowałam Bogu, że zdążyłam lecz po chwili zaczęłam się zastanawiać Co ja tu robie ? 
Klepnęłam chłopaka w ramię i uśmiechnęłam się. Wyłączył silnik Hondy i spojrzał pogardliwie.
- No już myślałem, że nie dotrzesz. - powiedział podając mi kask. Założyłam go i usiadłam za nim.
- Trzymaj się mocno, nie jeżdżę bezpiecznie. - uprzedził po czym znowu uśmiechnął się szyderczo.

- Jesteśmy na miejscu. - odparł i zgasił silnik. - Bałaś się? - zapytał i stłumił śmiech.
- Nie. - odparłam stanowczo schodząc z maszyny. Serce biło mi jak szalone ale pomimo to uwielbiałam czuć ten przypływ adrenaliny, teoretycznie prędkość motocykli miałam w małym paluszku jednak nigdy nie czułam tego na własnym ciele. - Podobało mi się.
- To dopiero początek - zaczął chłopak. - Będziesz się ze mną ścigać. - oznajmił i oparł się o stojący za nim motocykl.
- Będę ci dopingować kiedy ty będziesz się ścigać. - poprawiłam go jednak on pokręcił przecząco głową.
- Wyścigi polegają na jeździe na jednym kole kiedy dziewczyna tyłem przymocowana jest do kierowcy paskiem. - wyjaśnił krótko. Próbowałam sobie to wszystko wyobrazić ale kiedy dotarło do mnie jak to wygląda -.-

Jak zawsze chwycił mnie jak przedmiot za rękaw . Wyrwałam się i warknęłam :
- Eee.. Puść mnie, potrafię sama iść.
Powoli zapadał zmierzch bo jesienne dni robiły się coraz krótsze. Na ogromny plac, który wyglądał na ciągnący się w nieskończoność -zjeżdżało się już coraz więcej maszyn. Uwielbiałam ten ryk, przyjemność dla ucha ale kiedy pomyślałam sobie co mnie czeka czułam jak strach ściska mnie w gardle.
W kieszeni poczułam wibrowanie telefonu, spojrzałam na wyświetlacz. Był to oczywiście klasowy kujon.
- Słucham ?! - krzyknęłam do słuchawki.
- Cześć, mogłabyś mi wyjaśnić jak zrobić zadanie z polaka?
- Taak, chętnie. Weź zeszyt do ręki, otwórz go i wrzuć w ogień w kominku, wtedy zwróć uwagę na kolor płomienia przy procesie spalania.
- Gdzie ty jesteś że tak głośno ?!
- W Egipcie, piramidy budują. Nara. - ucięłam po czym spojrzałam na mojego towarzysza. Stał obok i śmiał się w rękaw. Po pewnym czasie spojrzał na zegarek i szturchnął mnie w ramie. Spojrzałam na niego.
- Już czas. - odparł i ruszył w strone zaparkowanej Hondy cbr 600. Kiedy to usłyszałam czułam jakbym szła na skazanie, poczułam ból brzucha i to, żę nogi uginały się pode mną.
- Kamil, ja nie chcę! - wrzasnęłam kiedy już miałam wsiadać na motocykl.
- No weź nie wymiękaj, zaufaj mi, nie zabije nas. - zapewnił przekonująco. Obejrzałam się dookoła. Wszyscy jechali w jednym kierunku a my staliśmy pomiędzy kilkodziesięcioma motocykami. Usiadłam za nim i objęłam go w brzuchu. Ruszył.
Staliśmy już w jednej linii z wieloma innych kierowców. Zgasił silnik i mieliśmy 3 minuty na przygotowania. Ściągnął pasek ze swoich spodni i wyjaśnił mi co mam robić. Ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem a czułam, że robi mi się duszno.
- Siadaj. - kazał i sam zrobił to samo. Usiadłam tyłem do mojego kata a on chwycił pasek i zapiął go ciasno wokół nas. Odwrócił się ostatni raz a na jego twarz była zmrożona. Nie okazywała żadnych uczuć, totalnie nie miałam pojęcia o czym teraz myśli i co czuje.
- Marcelina, za bardzo mi na tobie zależy... by ścigać się z tobą ze świadomością że mogę cię zabić. Zsiadaj.
Czułam jak moje ciało przestało drżeć. Nagle przybyło mi odwagi i usłyszałam krzyki, że została nam ostatnia minuta.
- Wiem, że nas nie zabijesz. Chce ścigać się z tobą. - odparłam. Opony zapiszczały a wysoki tęgi mężczyzna zaczął odliczać ostatnie 30 sekund do startu. Zamknęłam oczy i słyszałam już tylko warkot silników.
10,9,8,7,Trzymaj się! 4,3,2,1...


- Byłaś świetna. Dziękuję, że odważyłaś się ze mną ścigać.
- Dziękuję że żyje. - odparłam i się uśmiechnęłam.
Siedzieliśmy teraz w parku na ławce i na dodatek demona zaparkowaliśmy na trawie. Gdyby złapała nas teraz tu straż miejsca mielibyśmy przesrane. Gwiazd dziś nie było a księżyc minimalnie przedzierał się przez chmury. Kątem oka zerknęłam na chłopaka a on patrzył na mnie uśmiechnięty. Uśmiechaliśmy się tak do siebie jak dwa debile. Przysunął się do mnie z bananem na twarzy i po prostu mnie pocałował...

*******************************************************************************
Przepraszam, że tak rzadko pisze ale częściej się nie da. Mam nadzieje, że podoba Wam się ten rozdział ;) Komentujcie , komentujcie ! :) jestem ciekawa waszych opinii :) Pozdrawiam :** Polecam zajebisty filmik pasujący do tematu rozdziału --> http://www.youtube.com/watch?v=ruwuDES4KxA

sobota, 1 grudnia 2012

Nie karz mi marzyć


Staliśmy właśnie przed jakimś opuszczonym domem. Było tak tajemnicze, że wzbudzało we mnie strach i niepokój, którego nie umiem opisać.
- No chodź. - zaproponował patrząc na mnie. Po chwili uśmiechnął się lekko i podszedł bliżej. - Nie ma się co bać. - stwierdził i pociągnął mnie na siłę za rękaw kurtki. Ten budynek nie miał nawet drzwi. Kiedy znaleźliśmy się już w środku nie było tu nic oprócz starych, połamanych drewnianych schodów. Chłopak ciągle trzymając mnie za rękę prowadził w górę po szczeblach uprzedzając na który mam nie stawać. Na twarzy miałam już tysiące pajęczyn a woda z dziurawego dachu miejscami leciała ciurkiem. Słychać było tylko skrzypienie schodów, szum deszczu i wiatru. Pomimo, że nie byłam tu sama serce waliło mi jak szalone  dzięki czemu zapomniałam na chwilę o zimnie i głodzie, który czułam już od dawna. Znalazłam się na poddaszu. W porównaniu do reszty domu wyglądał nieco inaczej. Pod oknem leżał zakurzony tapczan, w rogu stolik a na środku pomieszczenia była wielka dziura przez którą widać było cały parter. 
Blask księżyca rozświetlał rysy przedmiotów znajdujących się tu a wiatr kołatał uchylonym oknem. Chłopak podszedł i je zamknął po czym zaświecił świecę znajdującą się na stole. Od razu w tym tajemniczym miejscu zrobiło się jaśniej. Dopiero teraz zorientowałam się jacy my jesteśmy mokrzy. 
- Ściągnij mokre ubrania i załóż to. - kazał Kamil i rzucił mi w ręce suchą koszulę i dresy. Nie musiałam prosić go o to by się odwrócił bo sam zajął się trzepaniem tapczana z kurzu. Po chwili miałam już na sobie suche ciuchy i stałam tak patrząc na niego w milczeniu. Nie wiedziałam co powiedzieć i jak się zachować bo nigdy nie byłam w takich okolicznościach. 
- Dlaczego nic nie mówisz ? - zapytał kiedy zajął już miejsce na dość czystym łóżku. - Siadaj. - zaproponował klepiąc miejsce obok siebie. 
- Podoba mi się tu. - stwierdziłam i po raz pierwszy obdarzyłam go dziś uśmiechem choć miałam tyle okazji. Znowu zapadła cisza jednak przerwało ją skrzypienie desek kiedy chłopak wstał wyciągając zza kanapy flaszkę wódki, gotowe zapakowane bułki z szynką i truskawki. Na jego twarzy pojawił się szatański uśmiech co rozładowało spiętą atmosferę. 
- Może być? - spytał o radę a ja pokiwałam głową. - Niestety mam tylko 1 kieliszek bo zawsze przychodzę tu sam. 

                                                  15 minut później.
Zaczęliśmy już normalnie rozmawiać a nawet znaleźliśmy i wspólne tematy. Mój towarzysz słuchał podobnej muzyki i lubił prędkość motocykli jednak zapewne rozwinięciu rozmowy pomogły % alkoholowe. Nie wypiliśmy zbyt dużo bo dopiero po 2 kieliszki i stwierdziliśmy, że na więcej nie mamy dziś ochoty. 
Chłopak położył się na tapczanie na plecach i westchnął ciężko. 
- Co jest? - zapytałam wpatrując się w zamyśleniu w drewniane odstające deski. 
- Nic, wyobraziłem sobie coś. - odparł po czym nastała cisza. Zastanawiałam się nad tym czy drążyć to dalej czy nie ale ciekawość wygrała. 
- A co? - dopytałam delikatnie. 
- Nie powiem. - mruknął śmiejąc się. 
- No nie bawmy się w "zbudzanie ciekawości". Jak zacząłeś to skończ bez względu na to co zacząłeś. 
- Wyobraziłem sobie.. - zaczął powoli i jakby przygotowywał się do puszczenia wodzy fantazji. - jak leżysz na mnie i całujesz mnie. - wygarnął po czym znowu zaczął się śmiać. Ja też zachichotałam i sięgnęłam po trzeci kieliszek alkoholu. - Czyżbyś o mnie marzył? - zasugerowałam pół żartem kiedy już nie myślałam logicznie. 
- Ciągle to robię. - odparł i obydwoje śmialiśmy się bez powodu. Kamil podniósł się z łóżka i też napił się jeszcze. Po chwili spojrzał na mnie i rzekł - Nie karz mi marzyć, spraw by to się działo. 
Brzmiało to jak ostatnia prośba jego życia, jak coś co sprawiłoby, że nie trzeba by było mu więcej do szczęścia. Ja uśmiechnęłam się lekko i zbliżyłam się do niego. Nasze usta spotkały się ze sobą i po chwili znowu uśmiechaliśmy się do siebie. 
- Eeee.. słabo. - wycedził szczerząc zęby. - Nie leżałaś na mnie. - wybuchnęliśmy śmiechem po czym akcja toczyła się dalej. Chłopak ściągnął koszulę pomimo tego, że było chłodno i położył się na łóżku. Ja ułożyłam się na jego klacie i namiętnie pocałowałam. - No już troszkę lepiej. - zażartował chłopak kiedy przestałam całować. 
- Dobra.. koniec zabawy w spełnianie marzeń. - odparłam i usiadłam na skraju tapczana. Kamil jeszcze ubierał podkoszulek. 
- Dotychczas spełniliśmy jedno moje a jakie jest twoje? - zapytał sięgając po szczelne pudełko z truskawkami. 
- Chciałabym nauczyć się kochać drugą połówkę. - mruknęłam zniżając ton głosu i po chwili zaczęłam żałować tego głębokiego wyznania. Po co ja mu to mówie?! 
- Coś się wymyśli.. - odparł i klepnął mnie po ramieniu.  

                                                 *       5 rano      * 
- Marcelina! Ejjjj ! - usłyszałam czyiś szept. Ja aż wzdrygnęłam się kiedy głos otrząsał mnie ze snu. Otworzyłam oczy a przez okno przedzierały się chciwie promienie wschodzącego słońca. Rozglądnęłam się po całym pokoju i wzrokiem natknęłam się na chłopaka leżącego obok. Dopiero wtedy przypomniałam sobie gdzie jestem i dlaczego. Otarłam oczy i zaczęłam kontaktować. - Za godzinę musimy dotrzeć do domu. - odparł wstając z łóżka. Zorientowałam się wtedy, że nie jestem ubrana. Kiedy zrozumiałam co jest grane wstałam szybko i się ubrałam. 
- Chodź chodź ! - pośpieszał mnie Kamil i czekał już przy schodach. Wzięłam wczorajszą bułkę i zeszłam z nim po schodach. Z powrotem szliśmy szybciej niż wczoraj a to wyglądało prawie jak bieg. 
- Do zobaczenia w szkole. - odparł chłopak z szyderczym uśmiechem. Zbliżyłam się i zostawiłam ślad na jego policzku. - Dzięki. - odparłam i ruszyłam do drzwi. 

Od dawna nie przeżyłam takich chwil jak przez ostatnie kilka dni. Do mojego życia wkroczył chyba ktoś nowy, mam nadzieje, że nie narobi mi tu bałaganu ale nie odmówię jeśli wniesie tu trochę świeżości. 

*********************************************************************************
Przepraszam, że piszę tylko w weekendy ale jak na razie nie zapowiada się by działo się to częściej. Jeśli przeczytaliście rozdział = KOMENTUJCIE. Z góry dzięki :))) 

sobota, 24 listopada 2012

Mała wycieczka po okolicy..

- Nie będę krzyczeć.. Po prostu nie będziesz wychodzić z domu przez 2 tygodnie. Dobrze ci to zrobi.. - odparła całkiem spokojnym tonem.
- Okej, należy mi się. - przyznałam szczerze i ze skruchą.
- Chociaż tyle, że nie chcesz się kłócić. A Mateuszowi możesz przekazać, że sie zawiodłam. - ucięła i wzięła się za mycie naczyń. Wolałam dalej tego nie ciągnąć bo źle bym na tym wyszła. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżko. Ogarnęły mnie przedziwne myśli. Zaczęły powracać te wspomnienia z wczorajszego i dzisiejszego dnia. Od razu popsuły moje samopoczucie jednak muzyka zagłuszyła wszystko co wprawiało mnie w doła.

 - Słucham ? - odebrałam telefon.
- Hej - zaczął chłopak. To był Mateusz. - Nie przerywaj mi i daj wyjaśnić. - odparł i nastała cisza.
- No mów.. miałam ci nie przerywać. - chrząknęłam z lekką ironią.
- Przepraszam. - uciął.
- Aha.. Dużo to wyjaśnia. - stwierdziłam.
- Musiałem wracać a nie będę ci teraz tego tłumaczyć bo i tak nic nie zrozumiesz.
- Zajebiście, dzwonisz i jeszcze uświadamiasz, że jestem tempa ?!
- Marcelina, wyluzuj. Tak po prostu wyszło a nie będę tłumaczyć bo jeszcze sam wszystkiego nie ogarniam. Zrozum plis.
- Dobra, mama kazała ci przekazać, że też sie zawiodła.
- Okej.. Za jakiś czas wpadne i wszystko naprostuje. A co u ciebie ?
- Świetnie, mam szlaban na 2 tygodnie i do tego wszystko jest takie pojebane ! - wygarnęłam podnosząc głos. Byłam już tak zdenerwowana, że każdemu miałam ochote wygarnąć wszystkie winy jakie pamiętam.
- Popieram.- powiedział i znowu nastała cisza. - Kończe, zadzwonie na dniach. Trzymaj się tam. -Rozłączył się. Położyłam głowę na poduszce a po moim policzku spłynęła łza. Miałam w głowie pustkę.
- Zaczekaj na mnie ! - krzyczałam na postać, która przyśpieszyła kroku. Tajemnicza osoba stała tyłem i czekała aż nadrobię drogi a ja czułam, że już nie mam siły by dalej iść. Potknęłam się.. usłyszałam trzask gałęzi leżącej na ziemi i poczułam ból w kolanie. Byłam w lesie.. 
Obudziło mnie jakieś stukanie.Wstałam z łóżka i powoli zbliżyłam się do okna. Wiatr kołysał drzewami a księżyc rozświetlał lekko czarną nicość. Nagle w oknie pojawia się ciemna postać. Odskoczyłam od okna. Uderzyłam nogą o biurko i upadłam na podłogę. Serce waliło mi jak szalone. Przez głowę przeszła mi nawet myśl, że to sen ale czułam przecież ból w nodze. Leżałam tak na podłodze przestraszona i bałam się wstać. Uniosłam się lekko i nadal widziałam cień tego czegoś. Stała tam gdzie wcześniej a po jej ruchach można by było wywnioskować, że czeka aż otworze okno.
Straszna postać zaczęła wołać mnie po imieniu.Roztrzęsiona podeszłam nieco bliżej do okna.. To jakiś przemoczony mężczyzna w kapturze na głowie. Odważyłam się uchylić okno.
- Marcelina.. Otwórz proszę. - powiedział ochrypniętym głosem.
- Kim do cholery jesteś ?! - chrząknęłam głośnym szeptem.
- To ja, Kamil. Otwórz wreszcie !
W duchu nie docierało do mnie jeszcze to co się dzieje ale czułam, że jeszcze nigdy nie byłam bardziej przestraszona. Otworzyłam okno a on sprawnie przecisnął się do mojego pokoju. Dalej patrzyłam na niego jak na widmo z niedowierzaniem. Usłyszałam bicie zegara w kuchni na dole. Wybiła północ.
- Czy ty jesteś normalny ? W ogóle skąd wiesz, że tu mieszkam? Jak ty się tu znalazłeś ? - naskoczyłam na niego z pretensjami. Zaczęłam się od niego odsuwać bo od momentu kiedy zobaczyłam go w oknie wydawało mi się, że nie jest człowiekiem którego znam, że jest mi obcy.
- Siadaj. - wskazał ręką na łóżko. Posłusznie zajęłam miejsce na rogu łóżka. - Musimy gdzieś pójść. - oznajmił.
- Ty mówisz poważnie ?! - mruknęłam zaskoczona. - Jest noc. Gdzie ty niby chcesz iść ? - dopytywałam.
- Chcę ci coś pokazać. - wyjaśnił spokojnym tonem jakby właśnie zapraszał mnie na spacer w słoneczne popołudnie. - Zaufaj mi i chodź ze mną.
- Ja nie mogę w to uwierzyć. To jest jakiś koszmar ! Weś mnie uszczypnij ! - wrzasnęłam a po chwili zorientowałam się, że nie jestem sama w domu. - Właśnie.. Mam szlaban a co dopiero jeśli zorientowaliby się, że zorganizowałam sobie nocne przechadzki!
- Nie dowiedzą się. Dopiero północ, zdążymy wrócić do rana a nawet jeszcze trochę pośpisz. - zapewniał przekonująco.
                                     
                                            * 10 minut później *
- Ja się wracam, jesteś stuknięty ! - odparłam kiedy wpadłam prosto w błoto.
- Nie wymiękaj ! - krzyknął kiedy ja szłam do drzwi wejściowych. - No nie wmówisz mi, że teraz uda ci się spokojnie zasnąć w swoim łóżku. Prędzej zwariujesz ! - odparł po czym zachichotał. Drzwi wejściowe były zamknięte. Jedynym wyjściem było branie przykładu z tego pajaca i wdrapywanie się do okna mojego pokoju.
- Boże.. Ale ja jestem głupia, że ci otworzyłam. - podsumowałam i stanęłam na wprost niego. - Jeśli coś mi się stanie to przysięgam ci .. Pożałujesz, że tej nocy nie siedziałeś spokojnie przed telewizorem ! - pogroziłam i zdenerwowana ruszyłam przed siebie chociaż nie miałam bladego pojęcia gdzie ten głupek chciał mnie zaprowadzić.
- Nic ci się nie stanie, ze mną jesteś bezpieczna.. - powiedział niczym aniołek. - Wbrew pozorom. -dodał i ruszył za mną.
Po chwili pożałowałam, że nie zabrałam płaszcza przeciwdeszczowego zamiast skórzanej kurtki. Pogoda była okrutna. Padał deszcz, moje ciało przeszywał lodowaty wiatr a ciemność sprawiała, że szłam na wyczucie.
- Masz może jakieś światło ?
- Jedynie zapałki, ale co ci to da ? - odparł wyluzowany.
" Świetnie " pomyślałam w duchu i szłam dalej. Spojrzałam w niebo, jednak zaraz po tym zaczęłam mrużyć oczy. Deszcz tej nocy nie pozwalał przyglądać mi się księżycowi a tak bardzo lubiłam to robić.
- Gdzie idziemy? - przerwałam ciszę. - Mogę wiedzieć ?
- Nie, mogę cię jedynie zapewnić, że nigdy tam nie byłaś. - odparł po czym rozglądnął się dokładnie i ręką wskazał drogę. Właśnie weszliśmy w las, który znajdował się niedaleko mojego domu.
- Jasne.. - syknęłam. - Sądzisz, że całymi popołudniami siedzę w domu i zakuwam na matme ?! - zasugerowałam. - Znam ten las jak własną kieszeń.
- A czy ktoś powiedział, że nasz cel znajduje się w tym lesie ? - zapytał dobitnie.
- Mógłbyś przestać się wymądrzać tylko z tego powodu, że wiesz gdzie idziemy bo sam wymyśliłeś tą idiotyczną wycieczke w niedziele o północy?! - wycedziłam zdecydowanie. Przewodnik uciszył się a pomiędzy nami nastała cisza. To uczucie kiedy on miał racje denerwowało ale napięcie kiedy żadne z nas się nie odzywało wpieniało jeszcze bardziej.
Kiedy oddaliliśmy się od domu w takim stopniu, że totalnie nie wiedziałam gdzie się znajdujemy zapytałam cicho. - Daleko jeszcze?
- Jesteśmy już bliżej niż dalej, a co sie stało ? -spytał czule co wydało mi się "nowe". W sumie to praktycznie go nie znałam.
- Chce mi się pić i bolą mnie nogi. - jęknęłam i na chwile przystanęłam. Kamil się nie zatrzymał, szedł dalej.
- No zaczekaj ! - zawołałam po czym ruszyłam by za nim nadgonić. Potknęłam się o gałąź i upadłam. - Kurwaaa mać ! - wrzasnęłam nieopanowana. Byłam zmęczona, niewyspana i głodna a on miał mnie gdzieś. - Do cholery jasnej! Idziesz sam czy ze mną, bo jeśli to drugie to zaczekaj !

- Jesteśmy już prawie na miejscu. - oświadczył a po głosie słychać było, że jest zadowolony. (na pewno nie bardziej niż ja)
- Na miejscu czyli gdzie ? - westchnęłam z ulgą. Chłopak złapał mnie za rękaw kurtki i lekko szarpnął za sobą. Zniżyliśmy głowy by nie uderzyć w gałąź i naszym oczom objawił się....

********************************************************************
I jak? Podoba Wam się ? Jesteście ciekawi co będzie dalej ? Jeśli czytacie - komentujcie. To nie zajmie Wam wiele czasu a przynajmniej wiem, że ktoś to czyta i że w ogóle da się to czytać. Dziekuje Wam :*:*

piątek, 16 listopada 2012

Chodź zajarać

Obudziłam się. Nagle uświadomiłam sobie, że nie jestem w swoim łóżku i wszystko powoli zaczęło mi się przypominać. W pokoju była grobowa cisza, nie to co u mnie w domu. Nie było słychać nawet tykania zegara. Uniosłam się z poduszki i zauważyłam na niej małą karteczkę. " Dzień dobry :) Jeśli obudzisz się i nie będzie obok żadnego osobnika płci przeciwnej to znaczy, że pojechałem odwieść twoją znajomą do domu.  Mateusz musiał wracać i mój szwagier zawiezie go do Krakowa, Wszystko Ci wyjaśnię. Do zobaczenia - Kamil "
- Świetnie.. mruknęłam pod nosem i z powrotem opadłam na poduszkę. Tak bardzo bolała mnie głowa.. No ale trzeba sie jakoś ogarnąć. Wyszłam z pod kołdry i poczułam chłód. Miałam gęsią skórke z zimna. Na krześle obok leżała bluza. Spodziewałam się czyją jest własnością i ubrałam ją. Zapewne wyglądałam w niej komicznie bo była za szeroka i za długa bo sięgała mi do kolan ale przynajmniej była ciepła. Zeszłam na dół a w salonie zastałam mega bałagan. A co najśmieszniejsze to to, że puszki po piwie ułożone były w idealnym porządku pod kanapą. " Trzeba to jakoś opanować.. " pomyślałam i wzięłam sie za sprzątanie. Kiedy skończyłam poszłam do kuchni zaparzyć kawe. Przez okno widziałam jak Kamil wysiada z jakiegoś samochodu i idzie do drzwi. Usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Chłopak wpadł do domu i od razu pobiegł na piętro. 
- Marcelina ! - krzyknął dość głośno. - Miałaś zaczekać .. - mruknął zawiedziony pod nosem. Słyszałam jak schodził na dół .. Uchyliłam drzwi od kuchni i spojrzałam na kanape, położył się w butach i kurtce jakby nigdy nic. 
- No i zaczekałam.. - rzekłam cicho stojąc na wprost niego z kubkiem kawy w ręku opierając sie o wejście do salonu. 
- Myślałem.. że sobie poszłaś. - odparł z wielkim uśmiechem na twarzy.Minęła chwila ciszy. - Podejdź tu. - rozkazał. 
Zrobiłam dwa kroku ku niemu i stanęłam jakby nigdy nic. - Bliżej. - kazał a ja zaczęłam się niepokoić, ale podeszłam bliżej. Kiedy stałam już dość blisko on wstał, teraz musiał na mnie patrzeć z góry bo był wiele wyższy. - Muszę ci coś powiedzieć .. - zaczął powoli. Miałam ochotę przewrócić oczami ale powstrzymałam się, bez słowa stałam nieruchomo i patrzyłam na niego tak jak on patrzy na mnie. 
- No o co chodzi ? - popędziłam go dość niegrzecznie. 
- Bo chodzi o to .. że .. bardzo seksownie wyglądasz w mojej bluzie. - dokończył i uśmiechnął się szeroko. Ja też wybuchnęłam śmiechem i chyba pierwszy raz w jego towarzystwie.. Staliśmy tak i śmialiśmy się z nie wiadomo czego. Niespodziewanie i agresywnie chłopak przycisnął mnie do siebie. 
- Co ty robisz ? - wrzasnęłam oburzona. 
- Obejmuję cię nie zważając na to, że powinienem być delikatniejszy. 
- Przestań ! - zażądałam. - Puść mnie ! 
- Nie, nie puszczę. - powiedział i przybrał kpiącą minę. 
- Jestem zmuszona cię uderzyć byś mnie puścił ?! - zasugerowałam poddenerwowana. 
- Sądzę, że chyba tak.. - powiedział po chwili zastanowienia. 
- Sam tego chciałeś. - pogroziłam i zaczęłam się wyrywać. Trzymał mnie bardzo mocno więc postanowiłam zadać cios w brzuch - nic. Kopałam, szczypałam ale bez skutku. On tylko się ze mnie śmiał i nie uwalniał z uścisku. - No puść mnie do cholery ! - wrzasnęłam już poddając się. 
- Jest warunek. 
- Ciekawe jaki ! - wybuchnełam już. Miałam dość tych jego pomysłów. 
- Pocałuj mnie.. - wycedził. 
- Żartujesz ?! - wrzasnęłam. 
- Mówię całkowicie poważnie. - powiadomił chłopak bez przerwy uśmiechając się jak stuknięty pajac. Spróbowałam jeszcze kilka razy się wyrwać a nawet próbowałam kopnąć go z całej siły ale byłam bezwładna i słaba. Spojrzałam na niego zdenerwowana i doszłam do wniosku, że on nie odpuści. Stanęłam na palcach i przyblizyłam się jak tylko mogłam. Nasze usta już prawie się stykały, ostatnie sekundy zastanowienia czy dać za wygraną czy jeszcze walczyć. Patrzyliśmy się sobie w oczy a ja poczułam na plecach, że uwolnił mnie z uścisku, już tylko trzymał ręce na plecach.. Nasze usta się spotkały.. Pocałowałam go. 

- Dlaczego nie uciekasz ? - zapytał a w jego oczach widziałam głód i ból którego nie mogłam zrozumieć. Spodziewałam się uśmiechu i znakomitego humoru po tym co sie stało. Że będzie unosić się dumą, że udało mu się mnie do tego zmusić. 
- Nie wiem.. - odparłam i nie mogłam o niczym myśleć. W głowie słyszałam jakiś szum. 
- Nie uciekasz bo ci się podobało.. - stwierdził a ja milczałam. 
- Wracam do domu. - odparłam ale nie ruszyłam się z miejsca odkąd go pocałowałam. To co mówiłam nie zgadzało się z tym co robię. Mówiłam jedno - robiłam drugie. 
- Nie. - zaprzeczył.
- Tak. - ucięłam. 
- Nie. 
- Dlaczego nie ? 
- Bo właśnie stoisz kilka centymetrów ode mnie i topisz się w moich oczach. - powiedział " skromnie". 
- Kamil.. To wszystko jest takie dziwne. Ja w ogóle nie wiem co sie dzieje.. jeszcze zrobię coś głupiego, z resztą .. Ja już zrobiłam coś głupiego! Co ty w ogóle robisz? Nic nie rozumiem. 
- Ja ? Stoję .. i też topię się w twoich oczach. - powiedział i znowu się uśmiechnął. 
- Zazwyczaj potrafię zachować zimną krew, ale przy Tobie ? Przy Tobie popadam w panikę, po prostu czuję się w jakimś śnie! Może po prostu to wszystko jest jakimś popieprzonym snem ? - jęknęłam. 
- Jeśli to jest sen.. To nie chcę się obudzić. - powiedział i spuścił głowę w dół. 
- Do czego dążysz chłopaku ? - zadałam pytanie z innej beczki. Pytanie które gryzło mnie już o jakiegoś czasu. 
- Chcę Ciebie. - rzekł a ja poczułam, że zbyt długo zbierałam się do domu. Zaczełam mieć pretensje do samej siebie. Co ja tu w ogóle robie ?! 
- Dość.. Ja mam dość. Chcę się obudzić ! - krzyczałam na niego zbliżając się do drzwi. Były zamknięte, czułam się jak w więzieniu. - Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane ?! - wrzeszczałam i zsunełam się na ziemie przy drzwiach, skuliłam się i połozyłam głowe na kolanach. 
- Chodź zajarać .. - powiedział nieco wkurwiony i otworzył drzwi balkonowe. Wstałam i ruszyłam w jego stronę. Podał mi papierosa i zapalniczkę. Wreszcie poczułam to w płucach. 
- Idę. - uciełam krótko i wyszłam.
************************************************************************
Sorki, że napisałam taki beznadziejny rozdział ale coś mi podpowiada, że właśnie tak ma się potoczyć akcja. Zasugerujcie co byście tu zmienili, czego brakuje a z czym przesadziłam ? Dzięki ;) :* 


piątek, 9 listopada 2012

Biba

- Na ile zostaniesz? - pytałam leżąc obok niego.
- Wyjadę albo jutro wieczorem albo w poniedziałek rano, jak wolisz ? - zapytał z uśmiechem.
- To chyba jasne. Tak się cieszę, że przyjechałeś.. Nie mogę się przyzwyczaić do tego, że cię tu nie ma a minęło już tyle czasu odkąd mieszkasz w Krakowie. - odparłam i mocno się do niego przytuliłam. 
Było już kwadrans po czternastej.
- Może coś zjemy ? - zaproponowałam kiedy przypomniałam sobie, że Mati jeszcze nic nie jadł od kąt go goszczę pod swym dachem. 
- Nie odmówię. - zapewnił chłopak i przeciągnął się na łóżku. 
Zeszliśmy do kuchni. W lodówce nie było nic interesującego więc postanowiłam odgrzać gotowe jedzenie w mikrofalówce. 
- Jakie plany na dziś ? - zapytał kiedy już kończył jeść. 
- Mama wraca za 2 godziny. Posiedzimy w domu, pooglądamy TV, pogadamy a wieczorem pójdziemy na Pleśną. - odparłam i odłożyłam talerz.

- Mamo.. Mogłabym wyjść dziś z Mateuszem spotkać się z naszą dawną paczką ?
- Dopiero przyjechał, nawet z nim nie porozmawiałam.
- No ale jeszcze porozmawiamy - wtrącił chłopak - Wracam dopiero w poniedziałek.
- No nie wiem...  zastanawiała się mama. - Okej.. Ale Marcyś ! Uważaj na siebie !
- Przecież idę z Mateuszem! - upomniałam ją i już poszłam do pokoju po kurtkę.

Na dworze było zimno i padał deszcz. Pogoda pogarszała się z dnia na dzień, ale teraz to nie miało znaczenia. Liczyło się to, że wreszcie mogę wyjść z domu z osobą przy której zawsze jest odjazdowo.
- No to po kogo dzwonimy ? - zapytałam o radę kumpla.
- Kaśka ? - zapytał a ja kiwnęłam głową. - Iwan ?
- Iwan ?
- No, myślałem, że wy w dobrych kontaktach. Przyszłaś z nim na dworzec.
- Spotkaliśmy się przypadkowo! Prawie się nie znamy.
- No to się poznacie. - uciął krótko.
Chwilami, kiedy przestrzeń wypełniało nasze milczenie i szum drzew myślałam na temat osoby, której nie znam a co dnia jest tak sprytna, że bierze krzesło i siedzi w mojej głowie. Czułam tylko, że jednak pragnę ją bliżej poznać.
- Gdzie mamy czekać na Kaśke ? - wyrwał mnie z rozmyśleń Mati.
- Kaśka czeka na miejscu a Iwana zgarniemy po drodze. - wykrakałam bo pod latarnią właśnie go zobaczyłam odwróconego tyłem.
- No elo - przywitał się kiedy podeszliśmy. Mateuszowi uścisnął dłoń a do mnie się zbliżył tak blisko, że musiałam patrzeć w górę by widzieć jego twarz. Objął mnie a ja poczułam jego zapach. " Hej " powiedział cicho i uwolnił z objęć.
- To jak robimy ? - zaczął Iwan. - Idziemy do mnie? Mam wolną chatę.
- Spoko, tylko zgarniemy jeszcze Kaśke.

- Co ty taka cichutka ? - zapytał mnie Iwan. Przed nami szli Kaśka i Mateusz intensywnie ze sobą rozmawiając. Chyba znaleźli wspólne tematy.
- Zamyśliłam się.
- Mam pytanie.. - zaczął ostrożnie. - Chciałabyś się bliżej poznać ?
- Praktycznie się nie znamy.. Nie zaszkodzi poszerzyć grona znajomych. - odparłam a on stanął i przybierając dumną postawę i lekki uśmiech na twarzy odparł :
- Kamil jestem.
Wybuchnęłam śmiechem. - Nie pasuje do Ciebie ta twarz. Lepiej bądź taki jak zawsze.
- Czyli jaki ? - oczekiwał rozwinięcia.
- Wyluzowany i beztroski.
- Może i na takiego wyglądam .. ale chyba jestem inny a przede wszystkim niecierpliwy i uparty więc oczekuje byś mi się przedstawiła.
- Eh.. Marcelina.
- Ładnie. - stwierdził i chwycił za rękę przyspieszając kroku reszcie stowarzyszenia. - Oto i moje pałace. - zażartował otwierając bramkę.
- Gdzie starzy? - zapytał Mateusz robiąc pierwszeństwo mojej przyjaciółce.
- Pojechali na Śląsk.
- No to biba ! - wtrąciła Kaśka. - Wjazd na chate zawsze spoko.
Rozgościliśmy się bez przeszkód i siedliśmy w salonie przed TV.
- Chcecie piwo ? zapytał gospodarz. To było pytanie retoryczne.
- A ty Kasiu? Dawniej taka grzeczniutka byłaś... Po Marcelinie to się spodziewałem takiej przemiany ale po Tobie?!
- Weś przestań.. To było dawno!
- A teraz jaki się chuligan zrobił  !
- A ty to niby święty ?! Nie wiadomo co ty w tym Krakowie wyprawiasz!
- Chodź cichutko, zmywamy się..  szepnął i pociągnął za rękaw w swoją stronę. Oni nawet nie zauważyli naszego nagłego zniknięcia.
- Sory za nich, obydwoje mają charaktery. - powiedziałam wychodząc po schodach.
- Dzięki nim możemy chwile pobyć sami.. - stwierdził po czym zerknął na mnie przyglądając się mojej reakcji. - Nie chciałem by to jakoś dziwnie zabrzmiało.
- Ok, rozumiem. To twój pokój ? - zapytałam wskazując na drzwi po lewej.
- Tak, przepraszam za bałagan ale tragedii nie ma. - odparł otwierając drzwi.
Uwagę przykuwało mega ogromne łoże.
- Ile ja bym dała za takie łóżko.., mogę się położyć ? - zapytałam błagalnie.
- Jasne. - odparł a ja rzuciłam się plackiem na łożu. - Ahhhh.. Jak tu wygodnie. - stwierdziłam nie ruszając się z miejsca. Słyszałam jak chłopak ściąga buty i kurtkę. Poczułam, że łóżko się ugięło, położył się obok. Czułam, że jego twarz jest tuż obok, słyszałam oddech.
- Co robisz ? - zapytałam niepewnie.
- Spokojnie.. - odparł dźwięcznym głosem. Poczułam na łopatkach jego rękę. Od razu się wzdrygnęłam i podniosłam. - No przecież nie zrobię ci krzywdy! - zapewnił. - Przepraszam, może i mnie poniosło ale to tylko plecy..- Milczałam i patrzyłam na niego nieco wystraszona. - Wybacz, nie powinienem, ale .. przecież wiesz, że nic ci nie zrobię.
- Chodźmy lepiej na dół, może zauważyli, że nas nie ma..- zaoferowałam wstając z łóżka. Zeszliśmy na parter ale już nie słychać było żadnych kłótni. Zakochańce po prostu siedzieli przed telewizorem i pili piwko.
 - A dla nas jest jakiś napój procentowy?
- Nie ma! Trzeba było zostać z nami to by zostało browara.
- Obejdzie się bez - powiedziałam pod nosem. A ty nie pij dużo bo mama sie wkurzy ! - upomniałam Mateusza.

*                     2 godziny później                 *
- Marcysia, pamiętasz jak w 6 klasie podstawówki przyjaźniłyśmy się z Darią ?- zaczęła wspominać Kaśka.
- Tak, tak.. pamiętam. Chodź.. idziemy do domu Kasiu.
- Nieee.. nigdzie.. nigdzie nie idę. A pamiętasz jak ona chciała się bzykać ze swoim bratem.. ?
- Tak, pamiętam ! Ale wracamy już do domu ! Koniec tego. Mateusz, obudź się!
- To nie ma sensu- wtrącił Kamil. - Lepiej żebyście zostali na noc, napisz esa do mamy, że jesteście u kumpla żeby się nie martwiła i się u mnie prześpicie.
- Ale dostane za nich opierdol...
- No przecież nie dasz rady ich zaprowadzić do domu.
- No nie mam wyjścia.. - stwierdziłam i padłam na sofe.
- Chodźmy lepiej spać. - zaproponował patrząc na mnie z uśmiechem.
- Bardzo śmieszne - stwierdziłam z szyderczym uśmiechem i wstałam. - Dasz mi jakiś materac to położe sie tu na podłodze ?
- Rozumiem, że ze mną spać nie będziesz ? - zasugerował półżartem. Ja tylko posłałam mu znaczące spojrzenie. - No dobra.. Prześpisz się w sypialni rodziców. Ok ?
- Okej. - Zaprowadził mnie do pokoju obok jego pokoju.
- Dobrej nocy. - powiedział i zamknął drzwi. Czułam się nieco niezręcznie spać u kogoś w łóżku kogo nigdy na oczy nie widziałam. No ale cóż.. Ściągnęłam spodnie i bluzkę i położyłam się spać.

Nagle usłyszałam głośne uderzenie. Jakby spadł na podłogę metalowy pręt. Wzdrygnęłam się ... Okazało się, że jest burza. Pokój oświetlały tylko błyskawice a co jakiś czas słychać było grzmot. Byłam przerażona. Wstałam szybko z łóżka i wyszłam z pokoju, drzwi obok były lekko uchylone. Weszłam do znanego mi już pokoju i położyłam się na skraju łóżka. Po chwili chłopak odwrócił się do mnie przodem.
- Co się stało ? - zapytał zmartwiony.
- Nic.
- To co ty tu robisz, taka niechętna byłaś żeby ze mną spać. - odparł lekko się śmiejąc.
- Po prostu... Boję się burzy. - rzekłam cicho. - Mnie tu nie ma, idź spać ! - powiedziałam nieco zdenerwowana. Jego ironie mnie nie rozbawiły. Po chwili pożałowałam swoich słów.
- Mogę się do ciebie przytulić ... ? - poprosiłam. Nic nie powiedział tylko odwrócił się w moją stronę i mocno objął. Już przestałam się bać. - Dzięki. - szepnęłam i zasnęłam.


************************************************************************
Sorki, że tyle nie pisałam ale po prostu nie miałam natchnienia a nie chcę tworzyć bez-sensów.
Piszcie czy się wam podoba i komentujcie :)













czwartek, 1 listopada 2012

PKP i ciepłe, tajemnicze dłonie ..

Leżałam na gorącym piasku a słońce ogrzewało moje ciało. Słyszałam tylko szum i krzyki ludzi. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że jestem nad morzem. Z otoczenia nie znałam nikogo. Nie wiedziałam jak się tam znalazłam. Wstałam i zaczęłam się rozglądać za moim telefonem, torebką - czymkolwiek. Byłam tylko ja w stroju kąpielowym i dookoła mnie ludzie na plaży.
- Kamila ! Chodź do nas ! - krzyczał ktoś z wody.
Ruszyłam w stronę morza omijając leżaki i opalających się ludzi. Potknęłam się o coś i..
To był tylko sen .. Teraz leżałam w swoim łóżku, słońce było moim światłem którego nie zgasiłam a było mi gorąco, bo położyłam się wczoraj w ubraniu.
Przymulona wstałam z łóżka. Spojrzałam w lustro i uznałam, że nie za dobrze wyglądam. Próbowałam sobie tylko przypomnieć jak to się stało, że wczoraj w nocy nawet nie ściągnęłam ubrań i nie zmyłam makijażu. Totalnie nic nie pamiętam. Wzięłam do reki telefon.
 Hej, żyjesz ? Gdzie my wczoraj byłyśmy ? - napisałam do przyjaciółki.
Zeszłam na dół i trochę się ogarnęłam. W domu byłam sama.. Słyszę, że dzwoni mi telefon więc pędem ruszam do pokoju. Myślałam, że to Kaśka a to był Mateusz.
- Słucham. - odebrałam szybko.
- No siema ! Jesteś w domu ?
- Tak. Przyjedziesz ? - zapytałam podekscytowana.
- Jeśli nie masz nic przeciwko to za godzinę mogę być w Pleśnej, no a jeśli nie życzysz sobie mojej obecności która nie jest zbyt częsta to pojadę do kumpla w Rzeszowie.
- No chyba sobie żartujesz! Będę czekać na dworcu ! - odparłam uradowana.
- Jak ja się za tobą stęskniłem. - odparł chłopak i się rozłączył.
Od razu przeczytałam też smsa :" Sama też za dobrze nie pamiętam, ale chyba siedziałyśmy koło starej kwiaciarni " .
Sprzątnęłam w pokoju puszki po tigerze ze stołu i zeszyty z biurka. Już nie mogłam się doczekać Mateusza tu obok mnie. Tak dawno go nie widziałam.
Na dworze było zimno, ale do celu nie miałam daleko. Zatonęłam w zamyśleniach, które zawsze sprawiały, że zapominam o tym co się dzieje dookoła.
Dworzec był pusty. Była mgła i padał deszcz. Spojrzałam na zegarek "10:10 " byłam tu stanowczo za wcześnie. Nagle czyjeś ciepłe ręce zakryły mi oczy. Serce waliło jak szalone, wyobraźnia produkowała scenariusze jeden za drugim. Bałam się odezwać, bałam się wyrwać i odwrócić. Wolałam czekać w milczeniu aż tajemnica sama się odkryje.
- Nie mogę przestać o tobie myśleć. - wyszeptał i odkrył mi oczy jednak ja stałam nieruchomo. Czułam tylko jego obecność. Czułam, że stoi pare centymetrów za mną. Słyszałam oddech.
Zdawało mi się, że go nie znam a wiem o nim więcej niż on sam. Przecież to nielogiczne.
Nie bałam się go, byłam prawie pewna, że nic mi nie zrobi.
- Nie mogę cię odczytać. Kim ty naprawdę jesteś ? - pytał ciągle a ja czułam, że nie mogę wydusić z siebie nawet słowa. Zapomniałam nawet o tym by oddychać.
Nie wiem ile czasu minęło ale chwycił mnie za rękę. Czułam jego ciepło i czułam się jak w niebie. Jeśli mnie nie zna to po co to robi ? Zacisnęłam jego dłoń i odwróciłam się. W jego oczach widziałam siebie. Jego twarz była jak zawsze obojętna, nie widziałam czy cierpi, czy jest szczęśliwy. Był nie do odgadnięcia. Dokładnie tak jak ja. Trzymaliśmy się za dłonie i patrzyliśmy w oczy jakbyśmy znali się od wieków i wiedzieli o sobie począwszy od imienia a kończąc na największym sekrecie w życiu. Czułam, że mogłabym tak stać wiecznie.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem ? - odważyłam się wreszcie odezwać. Mój głos jakoś w tej sytuacji źle brzmiał. Lepiej było kiedy milczałam..
- Nie wiedziałem. Po prostu czułem, że muszę tu przyjść. - odparł i nie przestawał przerabiać swojej lektury która zwała się moją twarzą. - Poznajmy się bliżej, proszę. Próbowałam coś powiedzieć ale kiedy już próbowałam otworzyć usta decydowałam, że to niewłaściwe. Poddałam się. Kiwnęłam delikatnie głową i przegrałam bo pierwsza spuściłam wzrok.
- Czekasz na kogoś ? - zapytał.
- Tak.. na kumpla. - rzekłam kiedy zobaczyłam wyłaniający się pociąg zza zakrętu. - Chętnie was zapoznam.
Teraz czułam tylko tą nadzieje, że zaraz z pociągu wysiądzie osoba, która zna mnie lepiej niż ja sama.
Rzuciłam się Mateuszowi w ramiona. Jak ja dawno nie czułam jego zapachu i nie słyszałam tego głosu.
- Wiedziałem, że się nie zmieniłaś. - szepnął na ucho i pozostawił ślad na policzku. - To twój chłopak ? - zapytał cichutko tak by nie słyszał.
- Nie. Prawie go nie znam. Brakowało mi ciebie.
Uwolnił mnie z uścisku i obdarzył ciepłym uśmiechem.










poniedziałek, 29 października 2012

Drzwi, deszcz itp ...

7:30
- Mamooo ! Zaspałam, zawieź mnie do szkoły..
- Trzeba było dłużej wczoraj siedzieć na komputerze ! - krzyknęła ze złością mama, chociaż byłam pewna, że mnie zawiezie. Za bardzo zależało jej na mojej obecności w szkole.
- Dzięki. - powiedziałam wysiadając z samochodu. Miałam jeszcze kawałek do szkoły. Nagle zza krzaków wyszło dwóch chłopaków. To był on i jego kumpel. Obrócił się i przystanął na chwile. Modliłam się tylko by szedł jak idzie i ze mną nie rozmawiał. Moje prośby tam na górze chyba zostały wysłuchane bo szedł przed siebie jednak nieco wolniej.
Dostałam esa " Dresiaro, gdzie jesteś ?! " Zaczęłam odpisywać " Już docho.. " Kiedy poczułam, że zderzyłam się głową z jakimś twardym głazem.
Gorzej być nie mogło. Wędrowni postanowili zrobić sobie małą przerwę stojąc na środku chodnika i rozmawiając o wyborze alkoholu.
- Ooo.. To ty ! - prawie wrzasnął tak niewinnie -.-
- Co za przypadek ! - odgryzłam się z ironią. Ominęłam ich i szłam przed siebie. Olałam już nawet pisanie tego smsa. Włożyłam telefon w kieszeń i przyspieszyłam kroku.  Z daleka już poznałam zieloną bluzę Kaśki.
- No siema.. gdzie ty .. byłaś ? - zapytała po czym spojrzała na idących za mną chłopaków.
- Nie kojarz faktów ! - upomniałam ja po czym weszłam do szkoły. Wszyscy patrzyli na mnie jak na kosmitke a oni po prostu sobie za mną szli i śmiali sie na całe gardło z niewiadomego powodu.
Z jednej strony chciało mi się śmiać a z drugiej miałam ochotę im wygarnąć. Mimo wszystko trochę się ich bałam, bo po takich typach można się wszystkiego spodziewać.
Lekcje mijały szybko, oprócz tej jednej - ostatniej, którą prowadziła moja ukochana pani dzięki której nie potrafiłam skupić na jej gadaniu od rzeczy tylko całe 45 minut poświęcałam obserwowaniu i liczeniu mrugnięć jej paczadeł. Odjazd -.-
- Marcelino, mogłabym prosić cię byś zaniosła dziennik do 3 b ? - zwróciła się do mnie z fałszywym uśmiechem. Z resztą, to była nasza jedyna wspólna cecha. W głębi już miałam ochotę powiedzieć " nie " ale uniosłam z krzesła tyłek i ruszyłam po najważniejszą księgę świata - zasrany dziennik.
Na korytarzu jak zawsze ciemno i cicho. Słychać było jedynie głos tej starej ropuchy która tłumaczyła czym różni się od siebie meteor od meteorytu.
Gdzie ta 3 b ?! - klnęłam w duchu przyglądając się numerkom na drzwiach od klas. Jest! Namierzyłam ją wzrokiem. Podeszłam do drzwi i całkiem niespodziewanie poczułam niesamowity ból głowy.. Ooo.. Zajebiście- dostałam drzwiami. Słyszałam tylko huk, szum i rozmowy.
- Wszystko w porządku ? Żyjesz ?! - pytała zdenerwowana pani od angielskiego. Całe szczęście, że to tylko ona!
-Tak... chyba tak. - odparłam rozglądając się dookoła.
- Dokończcie ćwiczenia, ja zaraz wrócę a ty Dominika ! Chodź tutaj ! - zawołała niziutką i promienną brunetkę. - Popilnuj jej przez chwile.
- Dobrze. - rzekła i siadła obok. - Bardzo głowa boli ? - zapytała z grymasem na twarzy.
- Nie jest źle.. Troche mi się jeszcze wszystko marze. - odparłam.
- A ty Iwan ?! Jesteś dumny ? - zapytała ironicznie dziewczyna a ja usłyszałam tylko głośne trzaśnięcie drzwi za plecami.
Zadzwonił dzwonek. Jeszcze chwile mnie przetrzymali z lodem na głowie ale wreszcie pozwolili iść do domu. Wierna przyjaciółka jak zawsze czekała zaniepokojona a kiedy opowiedziałam jej co się stało z zamartwienia zaczęła się śmiać.
Na dworze deszcz.. mokro i zimno. Coś czego nie lubię. I jeszcze ta boląca głowa.
- Dasz radę iść piechotą do domu czy zadzwonić po brata ? - zapytała mnie przyjaciółka. Ja w ramach odpowiedzi na to pytanie posłałam znaczące spojrzenie i wyszłam na zewnątrz.
- Ta pogoda mnie dobija. - odparłam zarzucając kaptur na głowę. Nagle na ramieniu poczułam, że ktoś mnie zatrzymuje, odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy. To było on - jak porażenie prądem.
- Jakiś problem ? - wydukałam całkiem spokojnie.
- Przepraszam za tamto.. - powiedział ze skruchą chłopak który zawsze był pewny siebie w gronie swoich kumpli.
- Nie rozumiem.
- Uderzyłem cię drzwiami w głowę. To naprawde było przypadkowo i niechcący. Gdybym wiedział, że tak sie stanie wytrzymałbym te 5 minut do przerwy. - powiedział i lekko się uśmiechnął. Już nie miałam siły się na niego gniewać.
- Ok, zapomnijmy. - odparłam i po raz pierwszy obdarzyłam go uśmiechem, jednak nie mógł się nim nacieszyć zbyt długo bo jak to bywa w moim zwyczaju ruszyłam w swoją stronę.
- Zawsze kiedy rozmawiamy spieszysz się gdzieś.
- Może i to strasznie dziwne ale .. głowa mnie boli. - odparłam z sarkazmem. - Wybacz, kiedy indziej pogadamy.
- Może jutro.. ? Tam gdzie wczoraj wieczorem.
- Daj sobie spokój z pierwszoklasistką ! No weś.. chyba masz swój honor !
- Przecież to nie jest randka, chce po prostu pogadać, jakoś wynagrodzić te drzwi. Z resztą ty zadecydujesz..
- Ok. - odparłam po krótkiej ciszy. Staliśmy na wprost siebie tak blisko. Nie wytrzymałabym dłużej tego spięcia, musiałam zwiać.



sobota, 27 października 2012

Jak masz na imie ?!

- Kto by pomyślał rok temu, że o tej porze będę pić z tobą tigera na opuszczonym placu zabaw. - stwierdziła towarzyszka.
- Kiedyś rodzice uprzedzali nas przed takimi ludźmi, teraz sami tacy jesteśmy. - 
- Co byś zrobiła gdyby ktoś tu teraz przyszedł i chciał nas zgwałcić ? 
- Przestań tak pieprzyć.. Boję się. - odparłam lekko przerażona. Po chwili obydwie zaczęłyśmy się z tego śmiać ale w pewnym momencie nie było nam do śmiechu. Drogą główną szło kilka typów. Śmiali się i gadali dość głośno, Mogłabym się założyć, że nie byli trzeźwi. 
-Marcel.. - wyszeptała Kaśka. - Co robimy .. ? 
- Nic. Nie ruszaj sie i nie odzywaj. - powiedziałam bez przerwy obserwując nadchodzących mężczyzn. Kiedy podeszli bliżej byłyśmy w stanie stwierdzić że wyglądają znajomo. 
- Ooo.. Dobry wieczór dziewczynki. - odezwał się jeden z nich i ruszył w naszą stronę wraz z resztą gości. 
My siedziałyśmy cicho i próbowałyśmy nie dać nic po sobie poznać. 
- Co wy o tak późnej porze tu robicie ? - ciągnął dalej ten sam chłopak. Już go poznałam po głosie.. To był Boczek. 
- A wy niby co ?! - odpysknęłam lecz po chwili zaczełam tego żałować. 
- Przydało by wam się paru kolegów co by was obronili. Tylu się tu zboczeńców kręci w okolicy, że strach takim ładnym dziewczynom z domu wychodzić. 
- To chyba nie wasza sprawa gdzie i kiedy wychodzimy. - mówiłam dalej. W pewnym momencie z grupki stojącej z tyłu wyszedł typ którego już dziś widziałam przed szkołą. 
- Wybacz za kolege.. Jak widać troche jest chwycony. - powiedział stojąc jakiś metr przede mną. Stanowczo za blisko.. 
- Dobra.. tylko zaprowadźcie go do domu. - doradziłam jak jakaś idiotka.
- Ok, chcecie się napić ? - zaproponował a ja zorientowałam się, że nie jestem sama. Kaśka siedziała cicho na huśtawce w bezpiecznej odległości i obserwowała zataczającego się Boczka.
- Nie, dzięki. - odmówiłam, chwyciłam przyjaciółke za rękaw i ruszyłam wstecz. 
- Gdzie uciekasz ? - ciągle zwracał się tylko do mnie ze świadomością, że jestem z koleżanką. 
- Nie uciekam, po prostu wracam do domu. 
- Jeśli tu nie wrócisz uznam, że to ucieczka. - "pogroził mi". Gotowałam się w sobie.. to nie ze złości. Czułam się, że chcę tam zostać ale nie mogę. Stanęłam w miejscu.. przemyślałam. Wróciłam do niego, nie spuszczał ze mnie wzroku, patrzył ciągle w oczy a ja zachowując się tak samo wyrwałam mu z ręki puszkę z piwem, napiłam się 3 łyki a jego po prostu zatkało. Wróciłam do Kaśki i ruszyłam przed siebie. 
- Jak masz na imie ?! - krzyknął chłopak. 
- Doprowadźcie tego pijaka do domu ! - krzyknęłam i szłam przed siebie. 
Milczałyśmy. Po paruset metrach stanęłam na wprost Kaśki i zaczęłam. 
- No co jest ? Sparaliżowało cię? To tylko Boczek z bandą. 
- Wiem.. ja .. ja .. ja się tylko przestraszyłam. 
- No widzę właśnie ! 

Nowy ..

Dzień jak co dzień. Budzę się rano- wstaję i marzę by wydarzyło się coś niesamowitego.
- Siema. - przywitała mnie koleżanka w autobusie szkolnym.
Słuchawki na uszy i mocny beat rapu który po prostu rozpierdala mi system. Tak.. To jedno z niewielu rzeczy, które zmieniły moje życie. Kiedyś było inaczej.. byłam popową dziewczyną, która myślała tylko o kolegach z klasy i nie dostrzegała ich mega dziecinności i braku szacunku do płci pięknej. Byli debilami, nie wiem jak teraz ale może jakoś się wyrobili. Kiedyś na widok nauczyciela szybko chowałam telefon do kieszeni, teraz mam to gdzieś. Kiedyś nosiłam jeansy, teraz nosze dresy. Krótko mówiąc " Czas wszystko zmienia ".
- No hej - przywitał mnie klasowy lizus.
- Cześć. - przycięłam krótko.
- Dziś kartkówka z matmy.
- Zajebiście, i co w związku z tym ?
- Nic, umiesz ?
- Nie, a co cię to interesuje ? -zapytałam i poszłam w swoją stronę.
- No łapa ! - powiedziała z uśmiechem Kaśka. - Od rana będzie ludzi dołować ! Ej.. patrz ! - szturchnęła mnie i mówiła nieco przyciszonym głosem. - Przystojny, no nie ? - zapytała pokazując dyskretnie na jednego chłopaka.
- Eee... Chodź przed szkołę bo zaraz mi ci nauczyciele wypalą dziury.
Stałyśmy pod ścianą. Kaśka jak zawsze obserwowała ukradkiem każdego osobnika znajdującego się w zasięgu jej wzroku a ja miałam wszystko gdzieś. Czułam się pusta jak puszka po Tigerze. A właśnie !
- Kaśka.. idziemy dziś na tigera ..
- Spoko, muszę się dziś wyżyć. - odparła przerywając na chwilę patrol.
Byłyśmy takie inne a takie identyczne. Potrzebowałyśmy tego samego a jednak całkiem czego innego. Nasze dusze potrzebowały się siebie nawzajem, więc nie byłyśmy w stanie się rozdzielić.
- Coś ty taka dziwna się zrobiłaś ?
- Bo nie mam o czym myśleć.Pustka..
- Ooo.. Idą ze szlugów. - zauważyła przyjaciółka.
- No .. - potaknęłam a po chwili moją uwagę przykuł wysoki brunet idący z nimi. Widziałam go pierwszy raz - A ten z tyłu to kto ?!
- Nowy .. Przedłużył sobie wakacje chyba.. - zakpiła Kaśka.
Nie spuszczałam z niego wzroku. Podszedł do reszty ekipy i przywitał sie z każdym. Był taki jak inni..
- Marcelina ! Co jest ?
- Czwartek.
- Kurna.. tyle to ja wiem. Co sie tak na niego gapisz ?
- Nie gapie sie ! - zakończyłam temat, obróciłam sie na stopie i weszłam do szkoły.